Jak zdać egzamin?
Nastały już naprawdę ciężkie czasy. Sesja w pełnej krasie(przepraszam za to ostatnie słowo wszystkich, którzy są na geograficzno podobnych kierunkach). Wszyscy zadajemy sobie pytanie, co zrobić by zdać. By zaliczyć i nie nabijać grubych i przepełnionych brudną mamoną portfeli uczelni, za kolejne poprawki czy warunki. Wszyscy lubimy wspomagać, ale z własnej woli, gorzej, gdy jest to bezzwrotne przymusowe świadczenie pieniężne na rzecz uczelni.
Wiemy, że nie jest łatwo, co robić? Oto kila opcji-porad jak podejść do tematu.
Skupimy się dziś na egzaminie ustnym.
Jako pierwsze tradycyjne, szlacheckie podejście z ułańską fantazją. Należy przygotować: kontusz, szablę, czapkę z wilka( może być z lisa, z nutrii, byle by nie z bobra, bo będzie kojarzyć się z amerykańskim traperem), skurzane woreczki ściągane u góry sznurem, gumę od majtek, dużą ilość groszy(nie ważne czy nowe czy stare ważne by dużo!)
A więc przywdziewamy strój niczym bohater z „ogniem i mieczem”. Wszak należy ubrać się odświętnie, wizytowo. Czy jest bardziej wizytowy strój niż ten, który uderza w tony tradycji? Worki, które od teraz nazywamy sakwami wypełniamy miedziakami. Przyda się ich kilka, następnie upinamy je u pasa. Gumę z majtek przyszywamy jednym końcem do sznurka, którym związujemy sakwę, barwimy na ten sam kolor gumę( to dosyć istotny zabieg). Drugi koniec kumy przyszywamy do kontusza.
Ważne jest to jak wejdziemy na egzamin. Pierwsze wrażenie to połowa sukcesu. Jeśli egzaminatorem jest kobieta, wchodzimy zamaszyście z gracją, w połowie gabinetu zginamy się w pół zdejmując czapkę teatralnym ruchem. Prostujemy się i zdecydowanym krokiem podchodzimy do egzaminatorki. Całujemy ją w dłoń wypowiadając formułkę mniej więcej tej treści: Witaj Wać Panno! Pozwól, że ucałuję tą delikatną jak jedwab dłoń, by poczuć, iż nie jesteś marą lecz aniołem, który wlewa słodycz w me źrenice!(tutaj należy maksymalnie zniżyć głos nieustannie wpatrując się głęboko w oczy ofiary). Następnie wpijamy się soczystym pocałunkiem w owłosiony nadgarstek.
Jeśli egzaminator to on, wchodzimy równie zdecydowanie, zdejmując czapkę jednocześnie wołając głośno (wręcz rubasznie): Czołem waść mościom! Chwytamy się za pas i kolebiąc się na boki podchodzimy. Dobrze żeby towarzyszył nam zawadiacki uśmieszek Bohuna.
W tej chwili zdezorientowany egzaminator(ka) prosi o index. Wyjmujemy go zza pazuchy podajemy bez słowa. Następuje faza najważniejsza. Otrzymujemy pierwsze pytania. Nie należy się przy tych czynnościach śpieszyć. Po pierwsze pod żadnym pozorem nie odpowiadamy! Wzdychamy delikatnie jakby zeszła z nas w tej chwili jakaś troska. Przechylamy głowę lekko na bok, przymykając jedno oko i z ukosa przypatrujemy się ofierze. Ta naturalnie jest zdezorientowana jeszcze efektem naszego wejścia, a nasze obecne zachowanie wzmaga jeszcze w niej niepewność. My w tym czasie chwytamy za pierwszą sakwę. Kilkukrotnie potrząsamy obok głowy na wysokości ucha, by miedziaki dobrze wybrzęczały, po czym zamaszyście uderzamy w stół! Powinniśmy tak uderzyć by ofiara aż podskoczyła z wrażenia. Właśnie z wrażenia a nie z bólu. Jeśli biurko jest małe uważamy na dłonie ofiary. Zmieszanie i zdziwienie dochodzi do punktu kulminacyjnego. Ofiara jest w dokumentnym szoku. Na początku chce zaprotestować. Chwilę odczekujmy i uprzedzając protesty w podobny sposób rzucamy na stół kolejną sakwę. Jeśli widzimy nadal zmieszanie w jej oczach to kolejna sakwa ląduje na blacie. Należy osiągnąć efekt zastanowienia w oczach egzaminatora. To znak, że się zastanawia. Odżywają geny przodków, którzy zawsze brali, przodków, którzy kiedyś dawno, gdy zimy były tak srogie, że na koniu przez Bałtyk do Szweda jeździł, brali i byli z tego zadowoleni. Jeśli ofiara mimo tych czynności się nadal waha pochylając głowę do przodu pytamy czy być może to załatwi sprawę kładąc kolejną sakwę. Następnie należy przypilnować by wymarzona ocena znalazła się w odpowiednich rubrykach. Gdy osiągniemy cel wstajemy i odchodzimy ze śmiechem, jakim raczył nas zwykle Fantomas.
Na odchodne można rzucić: co wolno wojewodzie to nie Tobie smrodzie! W tym momencie zastosowanie znajduje nasz genialny wynalazek. Zakamuflowana majtkowa guma ściąga ze stolika worki z pieniędzmi a my szybko wychodzimy nie obracając się za siebie. Mamy ocenę, mamy i kasą. Potem udajemy się naturalnie na zasłużone piwo po ciężkim wyczerpującym egzaminie. Polecam wybrać coś z rodziny Strong(Warka, Harnaś, Dębowe).
W kolejnym wpisie zajmiemy się problematyką egzaminu pisemnego, który wymaga mniej przygotowań, mniej teatralności, lecz mistrzowskiej precyzji wykonania wcześniej założonego planu!








